Wpisy

Zgrana Cywilizacja #2

Kamehameha zakończył wojnę z Aleksandrem i podpisał pokój, który kosztował blondaska duuuużo pieniędzy – jakieś 2300 monet i kilkadziesiąt dodatkowych co ileś tam lat. Tym sposobem od pana Wielkiego odczepiło się 3/4 świata, a niedługo później znudziła się także Izabela. Ale cóż ona mogła zrobić, mając ledwo dwa miasta – Madryt i Cordobę? Mogła się zaprzyjaźnić z  polinezyjskim wodzem, na przykład. Nie żeby to cokolwiek jej dało, ale miała papierek, że jesteśmy przyjaciółmi i mogła sobie nim pomachać.

Elżbieta okazała się bardziej zaciekła. Tak naprawdę do była megazaciekła, bo już NIGDY nie odpuściła Aleksandrowi, po tym gdy Nobunaga mu zniszczył pierwszą armię i zrównał jego dwa miasta z ziemią. Ruda królowa walczyła z nim do końca świata, ale też była niestety trochę mało rozgarnięta. Czemu? Bo tak jak uprzejmie doniosłem wczoraj, miała flotę, której nic by nie powstrzymało (nawet hiszpańska Armada, która najwidoczniej w tym uniwersum nie zaistniała), a tym bardziej Alex, który miał może ze dwa statki, ale uznała, że będzie atakować miasta pojedynczo. Tak samo miała armię, jakiej Polinezja i Japonia mogłyby jedynie pozazdrościć, ale co? Koopa. Najwidoczniej w swojej zaciekłości Ela zapomniała, jak się dowodzi wojskami. Ot, na ten przykład, miała 4-5 oddziałów artylerii, ale postanowiła je trzymać w swoich miastach, a na te wrogie to atakowała piechotą i konnymi. Cóż… kto nie ma w głowie, ten ma w rudej peruce.

Nobunaga zgodnie ze znaną nam historią stosował się do polityki izolacjonistycznej, bo gdy cały świat wchodził w epokę nowoczesną z internetem, łodziami podwodnymi i lodówkami, to mieszkańcy Kyoto poznawali dopiero podstawy industrializacji kraju. Ale biedak miał ciężko na początku, więc się zamknął w sobie 😉 No i tak wolniutko się rozwijał i rozwijał, i miasteczko nowe sobie wybudował, i później to tak jakoś cicho tam było w tej Japonii.

Kamehameha w pewnym momencie miał wszystko w nosie, poza tym, że Ela co chwilę serwowała zamach stanu w Belgradzie, gdzie wódz wszystkimi nogami i rencami starał się utrzymać wątły sojusz. Jak ona to robiła, to nigdy nikt się nie dowiedział. Chyba gdzieś po drodze odwiedziła Ziemię Świętą (w końcu Petra była w Londynie) i zabrała ze sobą szereg hashashinów. No ale po jakimś czasie i Belgrad przestał być problemem, więc Kamehameha skupił się na budowani stadionów i nagrywaniu nowych płyt, które sukcesywnie puszczano w radio „HaHameKame”.

W pewnym momencie ludzie z Polinezji okrzyknęli Kamehamehę najlepszym wodzem na świecie i uznali, że stworzył w swoim kraju istną Utopię, więc ten, tak na sam koniec, wysłał wszystkich swoich sojuszników na Elżbietę, żeby ta nie miała aż tak łatwiutko z Aleksandrem. Belgrad mógł się przynajmniej na niej zemścić za te wredne zabójstwa w ichnim rządzie.

No i nastała ta kulturowa Utopia. Niezależni sędziowie przyrównali moje rządy do zmyślnych technik Marka Aureliusza (do Augusta Cezara jednak było mi daleko), a Shana to nie wiem… nie pochwalił się 😉 Ale grało się przednio!

Nowe, cywilizacyjne  historie już niedługo.

:Emezar

Zgrana Cywilizacja #1

Caryca Katarzyna była głupia. Siedziała sobie na tym południowym Sybirze, Moskwę wybudowała, ludzi wynajęła i tylko latała do Japonii i z powrotem. „Aaaa może zaatakuje Nobunagę. Aaaa może jednak nie. Aaa może jednak tak.” Wojna i pokój, wojna i pokój, wojna i… tak w kółko.

No to po wielu setkach lat Nobunaga się wkurzył i jej zajął St. Petersburg (tylko na początku musiał się nauczyć, że łucznicy słabo jednak forsują bramy). Na Moskwę przyszła też kolej, ale to dopiero po tym, jak Nobunaga wypowiedział swoje słynne słowa „Miałem sen… Miałem sen, że naród ten wymyśli w końcu duże drewniane maszyny ciskające we wrogie wrota kamerdolcami wielkości… kamerdolców. Miałem sen, że nazwę je katapultami”. Jak wyśnił, tak się stało, mieszkańcy Moskwy mieli od tej pory bardziej migdałowo-kształtne oczy, a caryca się musiała udać na banicję.

W tym samym czasie Kamehameha wybudował trzy miasta, wzniósł kilka cudów świata, zwiedził 3/4 świata, zaprzyjaźnił się z większością państw-miast, za faworytów wybierając sobie Florencję i Pragę, z którymi podpisał sojusz. Kultura kwitła w okolicach Honolulu i wszystko byłoby spoko, gdyby nie ta wiedźma, Elżbieta I, która nagle postanowiła wybudować Petrę w Londynie. I jak teraz miasto Tonga, miało się spokojnie rozwijać, skoro specjalnie na tę okazję było założone przy pustyni?

Izabela Kastylijska prowadziła niemalże wieczną wojnę z Aleksandrem Wielkim. Chłopak też podpadł Kamehamesze (ależ to imię się dziwacznie odmienia), bo sprzątnął mu sprzed nosa zamek Himeji. Jakieś tysiąc lat później ten sam blondasek się rozbestwił i w swych wizjach ogromnego imperium postanowił popłynąć na obcy sobie kontynent, gdzie Nobunaga i Kamehameha się powoli, ale skutecznie rozwijali, wymieniając się kością słoniową i klejnotami (ugh… skojarzenia -_-).  Bubek pomyślał, że jak sobie stworzy dwa maluśkie miasteczka na jednym i drugim końcu NASZEGO kontynentu, to Nobunaga mu odpuści. Nie odpuścił. Wioski Aleksandra rozjaśniały piękną łuną, jego statki zostały zatopione przez korsarzy, a Kamehameha miał na tyle dużo wpływu na globalną politykę, że przeciw Aleksandrowi obrócił się dosłownie cały świat! Buahahaha! (no… poza Florencją i Genuą, bo blondas je przekupił na chwilę przed deklaracją wojny). Nie ma tak łatwo.

Szpiedzy w międzyczasie donieśli, że Elżbieta ma taką flotę, że strach się bać. Jak Aleksander padnie, to Elżbieta może być ogromnym problemem. Izabela z kolei siedzi cicho i gdzieś tam stara się rozprzestrzenić chrześcijaństwo. Nasz kontynent jednak preferuje tengriizm. A co się stanie ze sprzymierzonymi siłami wodza Kamehamehy i szoguna Nobunagi? Dowiecie się już w następnym odcinku! 😛

:Emezar

Dzisiejszy odcinek był na podstawie rozgrywki w Civilization V  mojej (Ka-me-ha-me-HA!!!)  i Shana (No-bo-nagi był).