Wpisy

[Esej] Gry mocno wstydliwe

Premiera nowej gry. Premiera gry, na którą czekam dwa lata, rok, parę miesięcy, kilka tygodni. Przeważnie – gry MMO (chociaż nie zawsze). Nakręcam się wtedy niewyobrażalnie, niczym szczerbaty na suchary, niczym Arab na kurs pilotażu. Oglądam trailery, czytam artykuły, zapowiedzi, wczesne recenzje; im bliżej premiery, tym materiałów do cieszenia oczu jest więcej – gameplaye z zamkniętej bety, więcej teaserów, screenshoty, opisy mechaniki – żyć, nie umierać!

Później przychodzi czas na otwartą betę – robię więc wszystko, a przynajmniej tyle, ile jestem w stanie, żeby wziąć w niej udział. Potem bywa różnie – czasem, jak w przypadku World of Tanks czy War Thundera, zagrywam się w trakcie bety na śmierć; niekiedy, jak przy okazji otwartej bety Wildstara, gram niewiele, mając świadomość, że po premierze cały progres zostanie wymazany. W obu przypadkach robię się nawilżony, niczym nastolatka na koncercie Linkin Park.

Czytaj więcej

gw2vswow

[Esej] De gustibus…

Szczerze, to zaczyna mnie już powoli irytować fakt ciągłej walki między fanami GW2 i WoWa… Cała dyskusja była od samego początku nakręcana przez media (i wszyscy sobie zdają z tego doskonale sprawę), kiedy to mówiło się, że „nadchodzi pogromca WoWa”, to wszystko wywołało odpowiednią reakcję odbiorców i masz tu ciągnące się od lat przekrzykiwanie się, selektywne wybieranie dobrych i złych cech obu tytułów i niekończące się zaprzeczanie jednej i drugiej strony dyskutantów. A ten pogrom najpopularniejszego MMO w ogóle nadszedł? Jedni mówią, że tak, inni – że nie. Jedni wychwalają, inni narzekają. I komu wierzyć? Najlepiej sobie, kurcze.

Czytaj więcej

Amnesia

Uwaga Esej: „Strach w grach”

Mieliśmy ostatnio krótką rozmowę o grach typu survival-horror z kilkoma osobami ze Zgranej Bandy i jej tematyka przypomniała mi o pewnych obserwacjach, jakie przeprowadziłem ok. półtora roku temu, a o których nigdy nigdzie nie napisałem. Gry horrorowe są specyficzne i z pewnością nie są dla ludzi o słabych nerwach. Ja, stety-niestety, należę właśnie do takich i przyznam, że horrory staram się omijać szerokim łukiem, zarówno oglądając telewizję, jak i grając na komputerze. Ale nie da się ukryć, że nie raz i nie dwa ciągnęło mnie do tego, żeby przełamać ten swój strach i postarać się przeżyć choćby część doświadczeń, jakie tego typu gry (i filmy) oferują, ale udało mi się to zrobić dopiero półtora roku temu. Padło na Amnesia: The Dark Descent, po tym jak recenzje i moi znajomi powiedzieli, że „to jest coś”. Już pominę to, że te same recenzje i ci sami znajomi nazywali tę grę „najstraszniejszą grą dekady”, a ja zamiast wybrać coś lżejszego, skoczyłem od razu na głęboką wodę. Czy musze mówić, że jej nie ukończyłem, bo prędzej bym dostał zawału serca niż otworzył niektóre z drzwi, jakie stały mi na drodze? Chyba nie…

Czytaj więcej