6. bierze!, czyli dwa w jednym.

pudełko
Przyznam, że mam niezwykłą słabość do tak zwanych fillerów (tudzież chwilerów), czyli growych zapychaczy – zdejmowanych z półki w celu rozgrzania się przed cięższym tytułem albo zwyczajnie do rozegrania kilkunastu krótkich, ale szybkich i ekscytujących partii. W swojej kolekcji mam takich tytułów ok. kilkunastu, a grałem na pewno w ponad trzydzieści, może nawet czterdzieści. I o jednym z fillerów będzie dzisiejszy tekst. Na tapetę idzie 6. bierze!

Czytaj więcej

Azura_Concept

Polygonowe twarze

Postanowiłam, że mój pierwszy wpis na blogu będzie traktował o wirtualnych rzeźbach. Rzeźby znane są już od zarania dziejów, a najwybitniejszych rzeźbiarzy jak  Michał Anioł, Auguste Rodin czy Donatello  zna cały świat. Czas docenić artystów wirtualnej rzeczywistości i stąd mój tak zwany „appreciation post”.

Czytaj więcej

Gry bez prądu – K2!

Pudełko!
Krótkim tekstem na temat polskiej, znanej i przede wszystkim lubianej gry K2 rozpocznę cykl pod jakże wyświechtanym tytułem ‚Gry bez prądu’. O ile mi wiadomo kilkoro z nas interesuje/interesowało/chce się zainteresować grami planszowymi, więc z racji całkiem sporego doświadczenia w tej materii (mimo, że w planszówki nie gram nawet rok) postanowiłem, jak to mawia pan Andrzej, wziąć te chryje na warsztat. Zacznę więc od gry prostej, ale dającej możliwość planowania, kombinowania i wymagającej od graczy trochę więcej zaangażowania niż gry dla naprawdę początkujących. Czytaj więcej

blog_uk_4568976_7248407_sz_harvest-moon

Harvest Moon

W moich wpisach będę polecał gry, które pomimo swoich lat, grywalnością utkwiły mi w pamięci i chętnie do nich wracam. Pierwszym tytułem, który chciałbym zaprezentować jest Harvest Moon, czyli symulator życia rolnika z domieszką cRPG. Seria ta cieszy się wielką popularnością na konsolach i pomimo wydania ponad dwudziestu tytułów powiązanych z grą, żadna część nie została przeznaczona na komputery (niestety). Czytaj więcej

starbound-2013-08-03-03-48-48-14

[Esej] Kiedy gra jest „ukończona”?

Trzy dni temu zajrzałem na stronę Starbounda. Tiy, który jest inicjatorem całego projektu, ustosunkował się w tym poście do głosów graczy, którzy twierdzą m.in., że gra jest zbyt rzadko aktualizowana. O problemie bym nawet nie pomyślał dwa razy, gdyby nie fakt, że Starbound jest cały czas w wersji Beta, a dostęp do niego można było osiagnąć albo zamawiając grę w Preorderze, albo kupując ją przez Steama w ramach Early Accessu. Tiy nie odpowiada na te zarzuty, tłumacząc jak jest ciężko, albo że mieli na głowie sprowadzenie całego teamu do nowego biura w Londynie (wcześniej pracowali zdalnie z różnych zakątków świata), albo że zagalopowali się i robią więcej niż chcieli – nie. Tiy w dosyć mocno rozsądny sposób dotyka tutaj problemu, który dotyczy obecnej sytuacji gier (w szczególności) indie na całym rynku, a już na pewno sposobu myślenia o tym, kiedy dana gra jest w oczach devsów i graczy „ukończona”.

Czytaj więcej

[Esej] Gry mocno wstydliwe

Premiera nowej gry. Premiera gry, na którą czekam dwa lata, rok, parę miesięcy, kilka tygodni. Przeważnie – gry MMO (chociaż nie zawsze). Nakręcam się wtedy niewyobrażalnie, niczym szczerbaty na suchary, niczym Arab na kurs pilotażu. Oglądam trailery, czytam artykuły, zapowiedzi, wczesne recenzje; im bliżej premiery, tym materiałów do cieszenia oczu jest więcej – gameplaye z zamkniętej bety, więcej teaserów, screenshoty, opisy mechaniki – żyć, nie umierać!

Później przychodzi czas na otwartą betę – robię więc wszystko, a przynajmniej tyle, ile jestem w stanie, żeby wziąć w niej udział. Potem bywa różnie – czasem, jak w przypadku World of Tanks czy War Thundera, zagrywam się w trakcie bety na śmierć; niekiedy, jak przy okazji otwartej bety Wildstara, gram niewiele, mając świadomość, że po premierze cały progres zostanie wymazany. W obu przypadkach robię się nawilżony, niczym nastolatka na koncercie Linkin Park.

Czytaj więcej

logo bandy - fantasy

Zgrana Banda reaktywuje bloga

Drodzy czytelnicy,

Od czasów pierwszego posta, jakiego umieściłem na tym blogu minęły prawie dwa lata (do pełnych dwóch lat brakuje nam niepełnych dwóch miesięcy). Kto choćby spojrzał na te najwcześniejsze posty albo na mój najwcześniejszy opis, czym jest Zgrana Banda, to pewnie pamięta, że na samiutkim początku miał być to głównie blog o grach – od graczy dla graczy, luźny, bezstresowy i być może trochę inny – a w drugiej kolejności gildia, która zrzesza osoby z pasją do gier. Po mniej więcej pół roku istnienia ten zamysł upadł (a nałożyło się tu kilka czynników, które właśnie taki efekt przyniosły) i Banda skupiła się głównie na graniu i „gildiowaniu”.

Osoby, które w naszej gildii zostały przez ten cały czas, zżyły się z naszą społecznością i zrozumiały, co sobą reprezentujemy. Po tym długim czasie, niemalże niespodziewanie rozpoczęly się rozmowy o reaktywacji tego porzuconego, niezadbanego i lekko zapomnianego okrętu flagowego, i przywrócenia go do stanu z czasów jego krótkiej świetności. Pomysły, które wysypały nam się z kapelusza podczas rozmów były bardzo obiecujące i już na etapie wstępnego planowania – niezwykle motywujące – czego najbardziej widocznym efektem jest zmiana szaty graficznej. W chwili obecnej, powiem tylko, że blog Zgranej Bandy ma teraz łączyć ze sobą niezależność autorów i ich artykułów dotyczących różnorakich gier, w jakie grają lub grali, z życiem naszej gildii. Tej naszej małej, zgranej, rozumiejącej się społeczności, która w wielu przypadkach nie wyobraża sobie zerwania kontaktu ze sobą, czy niespędzenia choćby jednej godzinki wspólnie w ktorymś z wirtualnych światów.

Jako założyciel (a w tym miejscu także jako redaktor naczelny) Zgranej Bandy – gildii i bloga, bloga i glidii – czuję się dumny z tego, że udało nam się tutaj zebrać ludzi, którym zależy na sobie, niezależnie od „stażu”, i na naszej gildii. Właśnie w tej kolejności. Czuję i mocno wierzę w to, że przy takiej ekipie ten blog odżyje i będzie wypełniony wieloma wpisami i artykułami, które pokażą ludziom spoza naszej grupy: naszą pasję, naszą kreatywność i nasze zaangażowanie w światach gier wszelakich. Oby te teksty przyciągnęły Waszą uwagę i sprawiły, że zainteresujecie się nami w choćby troszkę większym stopniu. A kto wie… może zechcecie nawet dołączyć do nas i dać temu blogowi coś od siebie? Jeśli tak – to serdecznie zapraszam w imieniu całej Zgranej Bandy.

A tymczasem… zapraszam do czytania nowych wpisów, które tym razem będą pojawiać się dużo częściej.

:Emezar