OS, czyli Odcinek Specjalny – jakie gry kupić na święta?

Nie będę przynudzać i robić z tego rozwlekłego tekstu – nikt nie ma teraz czasu na czytanie długich rozważań na temat tego, co kupić, a czego nie kupować. Jeśli chcieliście na święta sprawić komuś grę planszową – przychodzę z pomocą! Niżej znajdziecie 7 propozycji dla początkujących graczy, na zachętę do dalszej przygody z grami planszowymi. Zapraszam!

Czytaj więcej

red1

Gamingowy catwalk

Nie jestem dziewczyną, która uwielbia spędzać czas w centrum handlowym w poszukiwaniu idealnej sukienki czy żakietu. Nie interesuję się modą, w moim leksykonie barw znajdzie się zaledwie kilka, a zakupy odzieżowe to koszmar rodem z książek Lovecraft’a. Ale jeśli chodzi o gry, to już zupełnie inna sytuacja. W świecie wirtualnym jestem w stanie godzinami szukać i przebierać w zbrojach/strojach dla mojej bohaterki/bohatera.

Czytaj więcej

Transport w Risen 3

Zastanawia mnie, co devsów skłoniło do tego, żeby w Risen 3: Titan Lords zrobić teleportery, które przypominają połączenie kręgu przywoływania (ok, to jest część logiczna) ze… zlewem. Na środku każdego nieaktywnego teleportera jest taka okrągła dziura i żeby uruchomić teleporter trzeba znaleźć kamień teleportacyjny, przypominający duży, okrągły korek z uchwytem, którym zatykamy tę dziurę. I nagle bach! Wszystko działa.

Inna sprawa, że w świecie, który jednak od iluś tam lat (czasu gry) jakoś funkcjonuje, wszystkie teleportery są nieaktywne. Nie ma ani jednego, który by od początku gry działał i wszystkie musimy sami włączać (czyt. zatykać). Wiem, że to taka pierdółka, ale jakoś mnie to gryzie. W Gothicu przynajmniej znajdywało się „runy” teleportacyjne, które nas przenosiły do danego miejsca i tutaj wszystko grało – mamy jakiś tam magiczny przedmiot, jest on w synergii z pewnym miejscem na świecie i jak go używamy, to się tam przenosimy – logiczna magia. Z kolei w Risen 3 są konkretne konstrukcje, o których NPCe wiedzą (bo mówią o nich), a które po prostu sobie leżą odłogiem i nikt z nich nie korzysta… Marnotrawstwo…

imperial-horse-600x337

WYŚCIGI ZGRANEJ BANDY – ESO

W dniu dzisiejszym odbyły się wyścigi konne Zgranej Bandy. Obecność nie była oszałamiająca jednak rywalizacja pomiędzy uczestnikami była zacięta do samego końca. Wyścig odbył się wokół Auridonu po skąpanej w mroku plaży usianej zasadzkami, które nawet z powodzeniem udały się kilku potworom. Były zatem zrzucenia z siodła, emocje i pomyłki, które w ostatecznej rywalizacji wyłoniły zwycięzcę, a oto nasi czempioni:

Pierwsze miejsce zajął,  młody, utalentowany, niebezpiecznie skuteczny Emezar jako Dro’Jirr!

Drugie miejsce zajęła, szybka jak błyskawica, pełna wdzięku Lipa jako Sirilana!

Trzecie miejsce  i ostatnie nagrodzone zajęła, piękna czarodziejka WhiteBell jako Alfirinya!

Wszystkim bardzo dziękuję za wzięcie udziału w pierwszym wyścigu Zgranej Bandy. W niedalekiej przyszłości postaram się zorganizować dla nas kolejne emocjonujące wydarzenie.

Dankor

 

Przekladam…

…  dzisiejszy post o Greenlighcie i sobotni o Guild Warsach o dwa tygodnie. Z okazji swiat postanowilem sobie zrobic dwa tygodnie przerwy i skupiam sie na innych rzaczach. Duzo z nich to rzeczy prywatne, o ktorych tutaj nie bede pisal, a czesc z nich jest zwiazana z grami innymi niz te, w ktore gralem regularnie do tej pory.

Na Steamie trwa Winter Sale, dzieki ktoremu nabylem np. Endless Space w cudownej znizce. Humble Indie Bundle 7 tez juz wyposazyl mnie w zestaw nowych gier. Swoja droga to nie nadrobilem nawet tych, ktore ostatnio kupilem na Androida… Malo czasu. No ale co zrobic?

Ale typowy relaks tez robi swoje. Wiem, ze bede chcial tutaj na blogu napisac o tych bundlowych grach, ktore w ogromnej mierze pokrywaly sie z moja wewnetrzna „lista growych zyczen”, wiec mam co nieco przemyslen na ich temat. Wiem tez, ze moje swiateczne partyjki w Civilization V narzucily mi temat na nowy esej, ktory – poki co – w mojej glowie jest baaaardzo dlugi i nie wiem, czy nie podziele go na dwa. Przy okazji ostatniego eseju pisalem, ze planuje esej o grach retro i to sie nadal sprawdzi i na pewno nie wyklucza z tym, ktory mam obecnie w glowie. Jakby nie patrzec, wspolczesne gry w stylu retro sa co najmniej intrygujace, wiec tego pomyslu nie porzucam.

A zeby niejako podpisac juz cyrograf i nie odejsc od obecnego, esejowego pomyslu, zdradze, ze bedzie on o… sandboxach. Chce go napisac w takim stylu jak moj pierwszy esej, czyli jako artykul semi-naukowy. Na cale szczescie jestem teraz w swojej domowej „Kuzni Wiedzy”, w otoczeniu wszystkich moich naukowych ksiazek o ludologii i moge czerpac z nich, ile dusza zapragnie (brakowalo mi tego, gdy bylem za granica).

Dzieki Humble Bundle obejrzalem tez wreszcie Indie Game: The Movie. Ten dokumentalny film jest po prostu genialny i polecam go wszystkim, ktorzy chocby w najmniejszym stopniu zastanawiali sie nad stworzeniem wlasnej gry (tak jak ja). Zaglebia sie on zarowno w pewne procesy tworcze, stosunki miedzy partnerami „biznesowymi”, sprawy formalne, jak i pewna codziennosc takiego tworcy niezaleznego. Film otwiera oczy na pewne rzeczy i warto go obejrzec.

No… takze tyle ode mnie. Artykuly przelozone. Maly sekrecik zdradzony. Krotki spis mysli jest. Stereotypowy wpis na bloga wykonany. Pozostaje jeszcze mi przeprosic za pisanie bez polskich znakow, ale przepraszam tylko osoby, ktore zdaza to przeczytac w ciagu najblizszych kilkunastu godzin, bo pisownie poprawie jak tylko dojde do wlasnego komputera, ktory ma klawiature i system z polskimi znakami 😛

Trzymajcie sie! Odezwe sie jeszcze przed nowym rokiem na pewno!

: Emezar