12 zł/h.

Od czego by tu zacząć… Nigdy nie byłem jakimś wybitnym strategiem ani taktykiem. Owszem, niewiele w gry z nurtu takowych grywam, ale jednak od czasu do czasu zdarzy mi się przysiąść, czy to nad strategiczną grą komputerową, czy to planszową. I to o tej pierwszej kategorii kilka słów dzisiaj, nawet nie o całej kategorii, ale o jednej z najwybitniejszych przedstawicielek gatunku gier strategicznych. Mowa o nowej odsłonie Cywilizacji – Beyond Earth.

Czytaj więcej

starbound-2013-08-03-03-48-48-14

[Esej] Kiedy gra jest „ukończona”?

Trzy dni temu zajrzałem na stronę Starbounda. Tiy, który jest inicjatorem całego projektu, ustosunkował się w tym poście do głosów graczy, którzy twierdzą m.in., że gra jest zbyt rzadko aktualizowana. O problemie bym nawet nie pomyślał dwa razy, gdyby nie fakt, że Starbound jest cały czas w wersji Beta, a dostęp do niego można było osiagnąć albo zamawiając grę w Preorderze, albo kupując ją przez Steama w ramach Early Accessu. Tiy nie odpowiada na te zarzuty, tłumacząc jak jest ciężko, albo że mieli na głowie sprowadzenie całego teamu do nowego biura w Londynie (wcześniej pracowali zdalnie z różnych zakątków świata), albo że zagalopowali się i robią więcej niż chcieli – nie. Tiy w dosyć mocno rozsądny sposób dotyka tutaj problemu, który dotyczy obecnej sytuacji gier (w szczególności) indie na całym rynku, a już na pewno sposobu myślenia o tym, kiedy dana gra jest w oczach devsów i graczy „ukończona”.

Czytaj więcej

[Esej] Gry mocno wstydliwe

Premiera nowej gry. Premiera gry, na którą czekam dwa lata, rok, parę miesięcy, kilka tygodni. Przeważnie – gry MMO (chociaż nie zawsze). Nakręcam się wtedy niewyobrażalnie, niczym szczerbaty na suchary, niczym Arab na kurs pilotażu. Oglądam trailery, czytam artykuły, zapowiedzi, wczesne recenzje; im bliżej premiery, tym materiałów do cieszenia oczu jest więcej – gameplaye z zamkniętej bety, więcej teaserów, screenshoty, opisy mechaniki – żyć, nie umierać!

Później przychodzi czas na otwartą betę – robię więc wszystko, a przynajmniej tyle, ile jestem w stanie, żeby wziąć w niej udział. Potem bywa różnie – czasem, jak w przypadku World of Tanks czy War Thundera, zagrywam się w trakcie bety na śmierć; niekiedy, jak przy okazji otwartej bety Wildstara, gram niewiele, mając świadomość, że po premierze cały progres zostanie wymazany. W obu przypadkach robię się nawilżony, niczym nastolatka na koncercie Linkin Park.

Czytaj więcej

[Esej] Pogrywając z US Army

Dzisiejszy esej (mniej esejowy, bardziej artykułowy) jest inspirowany kilkoma tekstami, które czytałem zarówno w przygotowaniach do pisania swojej pracy magisterskiej dwa lata temu i kilkoma innymi, które znalazłem niedawno przypadkiem (a także wszystkim członkom Zgranej Bandy, którzy jakiś czas temu ciągle gadali o Modern Warfare’ach i innych shooterach). Ogólnie rzecz biorąc, na nowo przyglądam się historii gier, żeby za jakiś czas napisać w końcu swoje przemyślenia o grach retro. Chcę podeprzeć się faktami i artykułami, zarówno publicystycznymi, jak i akademickimi, żeby to miało ręce i nogi, i żeby mogło być to kiedyś gdzieś wykorzystane jako źródło. W każdym razie… dzisiaj mało świąteczny temat, bo dotyczy armii amerykańskiej i ich związku z grami w przeszłości i teraz.

Czytaj więcej

gw2vswow

[Esej] De gustibus…

Szczerze, to zaczyna mnie już powoli irytować fakt ciągłej walki między fanami GW2 i WoWa… Cała dyskusja była od samego początku nakręcana przez media (i wszyscy sobie zdają z tego doskonale sprawę), kiedy to mówiło się, że „nadchodzi pogromca WoWa”, to wszystko wywołało odpowiednią reakcję odbiorców i masz tu ciągnące się od lat przekrzykiwanie się, selektywne wybieranie dobrych i złych cech obu tytułów i niekończące się zaprzeczanie jednej i drugiej strony dyskutantów. A ten pogrom najpopularniejszego MMO w ogóle nadszedł? Jedni mówią, że tak, inni – że nie. Jedni wychwalają, inni narzekają. I komu wierzyć? Najlepiej sobie, kurcze.

Czytaj więcej

Amnesia

Uwaga Esej: „Strach w grach”

Mieliśmy ostatnio krótką rozmowę o grach typu survival-horror z kilkoma osobami ze Zgranej Bandy i jej tematyka przypomniała mi o pewnych obserwacjach, jakie przeprowadziłem ok. półtora roku temu, a o których nigdy nigdzie nie napisałem. Gry horrorowe są specyficzne i z pewnością nie są dla ludzi o słabych nerwach. Ja, stety-niestety, należę właśnie do takich i przyznam, że horrory staram się omijać szerokim łukiem, zarówno oglądając telewizję, jak i grając na komputerze. Ale nie da się ukryć, że nie raz i nie dwa ciągnęło mnie do tego, żeby przełamać ten swój strach i postarać się przeżyć choćby część doświadczeń, jakie tego typu gry (i filmy) oferują, ale udało mi się to zrobić dopiero półtora roku temu. Padło na Amnesia: The Dark Descent, po tym jak recenzje i moi znajomi powiedzieli, że „to jest coś”. Już pominę to, że te same recenzje i ci sami znajomi nazywali tę grę „najstraszniejszą grą dekady”, a ja zamiast wybrać coś lżejszego, skoczyłem od razu na głęboką wodę. Czy musze mówić, że jej nie ukończyłem, bo prędzej bym dostał zawału serca niż otworzył niektóre z drzwi, jakie stały mi na drodze? Chyba nie…

Czytaj więcej