Suburbia, czyli kafelkowe Sim City.

pudełko
Któż z nas nie grał w Sim City? Aż łezka się w oku kręci, kiedy przypomnę sobie godziny spędzone przy części opatrzonej numerkiem 3000. Wszyscy, którzy z równie wielkim rozrzewnieniem wspominają długie rozgrywki w budowanie miasta mogą sięgnąć po planszówkową wersję tej znakomitej gry. Dzisiaj słów kilka o grze Suburbia. 

Esencję Suburbii można ująć jednym wyrazem – hexy. Tak, całe mnóstwo hexów. Aż dziw, że wydawca nie zdecydował się na monetki w kształcie sześciokątów. Jak już wspominałem, Suburbia to namiastka Sim City. To gra, w której musimy w rozsądnym tempie rozwijać swoje miasto – uzyskiwać dochód i zdobywać reputację. Naturalnie, większy dochód to możliwość większych inwestycji, reputacja z kolei pozwala nam pozyskać nowych mieszkańców, którzy w Subrubii oznaczać będą punkty zwycięstwa.

Co w pudełku? Jak wyżej – przede wszystkim dużo hexów z różnego rodzaju budynkami, 4 plansze graczy, jedna plansza punktacji, trochę drewna – znaczników, żetony monet, żetony inwestycji, żetony celi oraz po jednej karcie pomocy dla każdego z graczy.

hexy

O co chodzi, czyli jak się w to gra? Na początku gry każdy z graczy otrzymuje komplet budynków – jeden mieszkalny, jeden użytkowy i jeden przemysłowy/industrialny oraz kilka monet na dobry początek. Następnie z puli celów każdy gracz losuje dwa, jeden z nich zostawia do zrealizowania w trakcie gry, a drugi odrzuca. Cele dają dużo punktów zwycięstwa i są niejawne. Oprócz tego losuje się dodatkową liczbę celów jawnych, dla wszystkich graczy – tyle żetonów, ile osób bierze udział w danej grze.

W swojej turze każdy z graczy musi dobrać jakiś budynek (lub jezioro, ale o tym później), położyć go na swojej planszy i otrzymać z tego tytułu określone korzyści (lub coś stracić) – korzyść natychmiastową, zaznaczoną w prawym górnym rogu hexa i korzyść warunkową – u dołu kafelka. Następnie gracz podlicza swoją turę – dodaje sobie tyle punktów zwycięstwa, ile reputacji ma jego miasto, a w jego puli ląduje tyle monet, ile dochodu wskazuje znacznik na jego planszy. Następnie uzupełnia się rynek nieruchomości świeżym kafelkiem i gra dalej. Proste!

Do dyspozycji mamy cztery rodzaje kafelków – mieszkalne (zielone), użytkowe (szare), industrialne (żółte) i biznesowe (niebieskie). Z grubsza rzecz ujmując zielone dają punkty zwycięstwa (mieszkańców), szare wpływają głównie na reputację, żółte dają dochód, ale negatywnie wpływają na reputację, a niebieskie najczęściej przynoszą duży dochód, ale są drogie. Tak jak pisałem – jedynie z grubsza, ponieważ kafelki są naprawdę różnorodne i trudno byłoby mi opisać tutaj wszystkie, albo chociaż połowę. Między kafelkami jest wiele zależności i tylko od nas zależy, gdzie ulokujemy dany kafelek i co z tego tytułu przyjdzie nam zyskać. Np. budynki industrialne nie powinny być kładzione przy budynkach mieszkalnych, ponieważ wtedy zmniejszają naszą reputację (kto by chciał mieszkać w pobliżu fabryki czy – o zgrozo – wysypiska śmieci?!). Te zależności to esencja Suburbii. 

gra

Słów kilka jeszcze o wyborze budynku, którym uatrakcyjnimy swoje miasto. Budynek można wziąć z dwóch miejsc – z rynku nieruchomości lub z puli budynków podstawowych. Budynki na rynku nieruchomości z reguły są droższe, ale i potężniejsze. Jeśli gracz zdecyduje się jednak zabrać budynek z puli budynków podstawowych, to i tak będzie musiał pozbyć się jakiegoś kafelka z rynku nieruchomości. Wszystko po to, żeby gra toczyła się dalej i płynnie chyliła ku końcowi.

Oprócz tego gracz może użyć hexa jako jeziora. Wystarczy obrócić kafelek z rynku nieruchomości na drugą stronę i już. Po co są jeziora? Dają szybki zastrzyk gotówki oraz są potrzebne do wykonania niektórych celów.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą można zrobić zamiast dobrania nowego budynku – mianowicie można zainwestować w budynek, który jest już częścią naszego miasta. W tym celu należy zapłacić równowartość tego budynku, położyć na nim specjalny znacznik i można ponownie otrzymać korzyść natychmiastową i warunkową danego budynku. Jest to bardzo mocna akcja i należy używać jej z głową – każdy z graczy ma do dyspozycji jedynie trzy znaczniki inwestycji na grę!

Ważnym aspektem Suburbii jest płynny rozwój. Nie można pognać do przodu z reputacją i zgarniać co turę 15 punktów zwycięstwa, o nie! Na planszy punktacji zaznaczone są czerwone linie – po jej przekroczeniu gracz musi od razu obniżyć swoją reputację i dochód o jeden. Wspaniały mechanizm, który zapobiega swoistemu wyścigowi szczurów. Należy rozwijać się równomiernie i w sposób zrównoważony – trochę budynków mieszkalnych, trochę biurowych i tak dalej.

To chyba tyle. Gra toczy się, dopóki nie zostanie dolosowany hex z napisem ‚jeszcze jedna tura’ – rozgrywa się więc jeszcze jedną turę, sprawdza wyniki realizacji celów, podlicza ostatecznie punkty i w ten sposób wyłania zwycięzcę.

gra w akcji

Podsumowanie:

Dla kogo jest Suburbia?
Dla eurograczy, ale takich, którzy grę lubią ‚masterować’. Suburbia to taki tytuł, w który gra się tym lepiej, im lepiej się go zna. Mnie pierwsza partia w ogóle nie podeszła – stwierdziłem, że gniot totalny. Dałem grze jednak drugą szansę i okazała się naprawdę świetna. Wystarczy trochę poznać kafelki, przyzwyczaić się do mechaniki i można zagrywać się na śmierć ;]

Dlaczego jest fajne?
Bo jest pięknie wykonane, proste, ale nie prostackie i baaaardzo regrywalne. Jest tu delikatny element losowy – bo nie wiadomo jaki kafelek następny wejdzie do gry – ale w niczym to nie przeszkadza. Dodatkowo gra się świetnie skaluje – nawet solo gra się przyjemnie.

Gdzie kupić?
Pozwoliłem sobie wyręczyć Was w szukaniu najlepszej oferty. Sklep Anedia.pl proponuje grę za 108 zł. Niestety, w internecie nie ma już ofert promocyjnych na podstawkę wraz z dodatkiem w lepszej cenie. A szkoda, bo taki zakup wychodził najkorzystniej.

Plusy:

  • pięknie wydana
  • regrywalna, dzięki dużej ilości kafelków
  • nie dłuży się
  • rozgrywka jest bardzo płynna
  • dobrze się skaluje
  • ma proste zasady

Minusy: 

  • poznanie kafelków wymaga czasu
  • potrafi zająć sporo miejsca
  • brak wypraski w pudełku, przez co setup potrafi zająć sporo czasu
  • momentami na planszy jest tyle kafli, że można przeoczyć jakieś punkty wynikające z zależności między nimi

Ocena końcowa

Zdecydowanie 8/10. Świetna eurogra, zarówno dla starych wyg, jak i nowicjuszy. Na początku może rozczarować albo zniechęcić ilością budynków i liczbą zależności między budynkami, ale po trzech, czterech partiach zachwyca. Oceniam ją jako średniociężką, więc będzie uniwersalnym zakupem – jako pomost między grami pokroju Carcassonne, a ‚ciężarami’ w typie Caylusa.

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz